Za słabi księża na ciężkie czasy?

Wczoraj kolejny młody ksiądz odebrał sobie życie. Kilka miesięcy temu ksiądz z kilkuletnim stażem kapłaństwa porzucił sutannę. Kolejny młody duchowny leczy się na depresje… My księża jesteśmy coraz słabsi, a czasy coraz trudniejsze. Diagnoza czy hipoteza? Jeśli fakt, to gdzie szukać przyczyn i rozwiązań.

1. CZASY CORAZ TRUDNIEJSZE.
Obiektywnie trzeba stwierdzić, że skończyła się polska sielanka dla duchowieństwa. I nie chcę być źle zrozumianym, bo piszę to jako ksiądz: nie ma w tym nic złego. Dziś ksiądz, jak każdy inny, musi sobie zapracować na szacunek w oczach ludzi. Nie jest on darem w pakiecie ze święceniami. Skończyły się czasy stawiania księży na piedestałach tylko dlatego, że księżmi są. Dziś jak na dłoni widać, w której parafii ksiądz dobrze pracuje i zbiera obfite plony, a gdzie dzieje się źle. Dziś ludzie już się nie patyczkują. Jeśli coś im nie odpowiada to mówią o tym wprost albo przynajmniej anonimowo hejtują w Internecie. Jest reakcja na wszystkie problemy duchowieństwa. I dobrze. Kiedy słyszę o tych potwornych zbrodniach dokonywanych przez moich braci w kapłaństwie to sam mam ochotę rozprawić się z nimi w ciemnym zaułku ulicy, mną też targają emocje i wzrasta moja frustracja. Obiektywnie dla księży czasy trudniejsze. Dziś nie wystarcza bowiem księdzem się stać, by być kimś. Dziś księdzem trzeba autentycznie być. Jest to bardzo mobilizujące, ale nie dla wszystkich łatwe.

2. WSZYSCY DO JEDNEGO WORKA.
Czasy są trudniejsze nie tylko dlatego, że zniknął pewien etos księdza jako księdza. Ciemnych kart historii za wiele by ciągle oszukiwać się, że jest idealnie. Czasy trudne także dlatego, że jak to bywa w sytuacjach trudnych, wszyscy jesteśmy wrzucani do jednego worka. Wystarczy, że któryś „z twoich braci” nawywija w okolicy (gwoli ścisłości: obiektywnie ocenić, osądzić i ukarać jeśli trzeba), a to Ty jesteś zaraz kobieciarzem, dzieciorobem albo pedofilem. I rozumiem pewną zbiorową odpowiedzialność, bo wszyscy jesteśmy powołani by strzec świętości kapłaństwa. Nie widzę też sensu by krzyczeć, że to nie ja i to nie moja wina; że jestem inny, czyli normalny. Czasami jednak, kiedy człowiek nie ze swojej winy zostaje postawiony pod ścianą i nie ma nawet prawa wypowiedzieć słowa w swojej obronie (bo atak anonimowy lub wprost z przejeżdżającego obok samochodu), po prostu się odechciewa.

3. OBIEKTYWNE PROBLEMY – SUBIEKTYWNE ODCZUCIA.
Nie chcę tutaj dyskutować o problemach współczesnego duchowieństwa. Faktycznie za wiele w nas pychy, za dużo w nas egoizmu, materializmu i za wiele zła moralnego czynionego dłońmi kapłana. O faktach się nie dyskutuje i nie temu służy ta refleksja. Wrzucenie do jednego worka niesie jednak za sobą konkretne konsekwencje. Nagle ten, który naprawdę się stara uświęcić siebie i innych uważany jest za tego, który niszczy Kościół od środka (bo przecież wszyscy jesteśmy tacy sami), a to jest trudne do zniesienia. W tej całej ogólnej ocenie (coraz bardziej nieobiektywnej i agresywnej) jest bowiem jeszcze kwestia jednostki. Pojedynczego księdza, który może poczuć się niesprawiedliwie osądzony. I nie chce tutaj robić z siebie czy moich prawych kolegów „ofiar systemu”. Chcę dostrzec problem, że wielu przyzwoitych pozostaje często samotnych w przysłowiowej walce z wiatrakami.

4. WIDZIMY, ŻE NIE JEST DOBRZE.
Myślę, że musi to dobrze wybrzmieć. Jestem młodym księdzem (4 rok kapłaństwa), jeszcze może tak wiele nie doświadczyłem, ale potrafię obiektywnie spojrzeć na świat i jestem pewien, że wielu z nas brzydzi się bagnem, które znajduje się w Kościele. Po pierwsze nie chcemy być z tym utożsamiani (a to prawie niemożliwe), po drugie na prawdę mamy ochotę z tym walczyć. Nie ma dziś chyba spotkania kapłańskiego (bynajmniej ja nie doświadczyłem), w którym nie poruszałoby się tematów trudnych z jednym wnioskiem: oczyścić, unicestwić zło, zacząć robić coś, co przyniesie zmianę na lepsze. I nie są to czcze rozmowy, choć możliwości tych na dole nikłe. Dużo modlitwy, dużo wyrzeczeń i jeszcze więcej roboty, by widzieli, że zdarzają się normalni, prawi, którym chce się nieść Chrystusa w świat. To z jednej strony pocieszające, z drugiej przerażające bo choć intencja słuszna i chęci duże to możliwości bardzo, bardzo mało.

5. WIDZIMY, ŻE JESTEŚMY SŁABI.
Najwięksi herosi przestają dawać radę. Bo choć robisz swoje najlepiej jak potrafisz to i tak dostajesz w twarz jednym komentarzem o koledze zza płota i tak tobie przykleją łatkę, więc powoli zaczynasz mieć dość. I tu wariantów jest wiele. Uciekasz w jeszcze więcej roboty (stając się w końcu robotem do pracy duszpasterskiej bez wewnętrznego ducha) by nie myśleć. Nie robisz nic (bo tak bezpieczniej). Zamykasz się w sobie (bo każde spotkanie to potencjalny powód by cię oczernić) lub uciekasz w pasje („skupię się na czymś innym”). Najtragiczniejsze, że każdy wariant to po prostu forma ucieczki od problemu i oznaka ogromnej słabości.

6. SŁABOŚĆ NASZYCH CZASÓW.
Słaba odporność psychiczna dzisiejszych duchownych to nie tylko problem tej grupy społecznej. Wiem, że ogólnie dziś ludzie są słabsi. Psycholodzy mają więcej pracy, coraz częściej słyszy się o depresji, a i samobójstw też jakby więcej. Czasy mamy tak szybkie, tak wymagające, że ludzie wymiękają. Skoro ksiądz z ludu wzięty to i dla nas te problemy nie są obce. Wsparcia jakby tylko mniej (bo rodziców martwić nie chcesz, rodziny własnej nie masz, a kolega który ewentualnie by zrozumiał też ma kryzys).

7. PROBLEM W FORMACJI?
Wydaje mi się, że duży problem tkwi w formacji przyszłych duchownych. Brak przygotowania na problemy współczesnego świata. Nie chce tutaj nikomu dawać wskazówek. Są ode mnie mądrzejsi, którzy mają nawet prawo i sposobność by o tym decydować. Mogę tylko snuć refleksje: może większe otwarcie seminarzystów na świat?, może mniej alienacji, może więcej konfrontacji z prawdziwymi problemami, może mniej mówienia o wyjątkowości kapłaństwa w kontekście pozycji duchownego, może więcej kopania w ziemi i pracy fizycznej, która pokazuje, że jesteś zwykłym facetem, może mniej filozofii, a więcej psychologii… Dużo tych może. Jedno jest pewne, że coś w formacji kapłańskiej nie dorasta do dzisiejszych trudnych czasów. Seminaria nadal (moim zdaniem) produkują zbyt dużą liczbę (bo nie wszystkich!) zakochanych w sobie klerykałów. I z pełną świadomością biorę odpowiedzialność za tą tezę. Znam dokumenty o formacji. Dużo w trakcie własnej nasłuchałem się o tym, że ma kilka płaszczyzn. Ludzka, duchowa, duszpasterska, intelektualna. Wszystko pięknie i ładnie, choć w praktyce się rozmywa… niestety…

8. PROBLEM WE WSPÓLNOCIE?
Problemem na pewno jest także to, że kapłani diecezjalni są na prawdę sami. Sami ze swoimi problemami (dlatego zawsze jak „coś wyskoczy” jest dla pozostałych wielkim zaskoczeniem), sami w życiu (i nie neguje tutaj wartości celibatu, bo jest moim zdaniem piękny i potrzebny), sami w świecie kapłańskim (bo coraz trudniej o wspólnotę kapłańską. Księży jest coraz mniej, parafii coraz więcej. Wielkie wikariaty niegdyś wypełnione po brzegi dziś świecą pustkami. Często na parafii pracujesz Ty i twój proboszcz, z którym choć żyjesz w jak najlepszych relacjach nigdy nie porozmawiasz od serca jak z równym sobie. Zamykasz się w czterech ścianach ze swoimi problemami. Gdzie Twoi bracia? Na całe szczęście ja mogę napisać, że mam taką wspólnotę. Mój rocznik święceń jest wyjątkowy. Od 4 lat spotykamy się każdego miesiąca by być wspólnie, porozmawiać, zmierzyć się ze sobą, ocenić siebie w świetle swoich współbraci, czasami nawzajem się upomnieć i po prostu podyskutować o tym, co boli. Udaje się nam to od 4 lat i widzę, że wszyscy tego potrzebujemy. Wiem jednak, że to rzadkość. Po prostu rzadkość. I szkoda…

9. CO DALEJ?
Nie wiem. Nie jestem prorokiem i nie chce nim być. Wiem jedno. Jeśli się nic nie zmieni to powołań będzie coraz mniej, a powołani nadal coraz słabsi. Tacy, którzy będą się poddawać, będą uciekać lub nie będą robić nic… Tak potrzebne dziś oczyszczenie Kościoła musi iść równolegle z wewnętrzną reformą, która przede wszystkim da nam kapłanów na dzisiejsze czasy… Modlę się by tak było.

10 komentarzy

  1. Dzięki za ten tekst! Warto spojrzeć na kapłaństwo z innej perspektywy – a rzadko słyszę/czytam takie szczere refleksję. Pozdrawiam i dziękuję za to, że Ksiądz w swoim kapłaństwie jest i stawia trudne pytania. Magda

  2. Anna

    Z każdym słowem się zgadzam. Aż niewiarygodne, że ktoś ma tak podobne rozmyślania na temat sytuacji księży, formacji i mogłam to gdzieś przeczytać! Dziękuję za ten tekst. To dobry znak. Być może nie tylko ksiądz tak uważa, a zmiana musi zacząć się od Kościoła, nie od zewnątrz. Z bólem dowiedziałam się, że kolejny ksiądz z mojej diecezji popełnił samobójstwo i ciągle, jako psycholog, zadaję sobie pytanie, jak to możliwe? Że we wspólnocie pełnej ludzi, również psychologów i ojców duchownych nie zauważono, że ktoś tak bardzo cierpi. Bo tak jak ks. mówi, w 4 ścianach jest się samemu, ale żyjąc we wspólnocie? Nie chcę nikogo obwiniać, bo to taka ludzka tendencja, że trzeba kogoś oskarżyć… Po prostu jest to dla mnie tak bardzo smutne i niezrozumiałe.
    Dużo by pisać, bo do każdego akapitu mogłabym się odnieść ze swoją myślą.
    Dużo siły i wsparcia życzę.

  3. bbogguummiiillaa

    Super artykuł. Mam podobne przemyślenia jako osoba świecka. Myślę też ze zmiany w kościele muszę pójść od dołu. Od wikariuszy poczynając. Poznałam wypowiedzi kilku biskupów i jezeli bedziemy na nich czekac to nie bedzie czego w tym kościele ratować. Trzeba się oczywiście ze tych pogubionych kapłanów modlić ale może też działać tak po męsku zrobić jednemu z drugim kipisz na plebanii. Może usunąć kilku ze służby, nawet gdyby została Was połowa to przy pomocy świeckich dalibysmy radę. Obecnie mam proboszcza który aż promieniuje wiara ale naslucham się w swoich życiu ” cymbalow brzmiacych i miedzi brzecza cej” zza ołtarza. Pozdrawiam.

  4. Dobra parafianka

    Zmiany nie sa takie proste. Młodzi ksieza mysla jak autor bloga, ale co maja zrobic? Przedstawic biskupowi swoje stanowisko, narazajac sie przeniesieniem do przysłowiowej „Górki Dolnej” czyli na zapadła wies? Mam za soba rozmowe z zaprzyjaznionym ksiedzem lat 58. Krtykuje papieza Franciszka za to, ze ksieza ktorzy popełnili ” błąd”, maja byc usuwani ze stanu duchownego. I poskarzył sie, ze jego 28-letni wikariusz tez tak uwaza.Poprawiłam, ze to nie ” bład” tylko przestepstwo pedofilii i ze osad papieza jest słuszny. Był bardzo zaskoczony moim stanowiskiem. Czyli on pozostanie przy swoim. Zmiany musza isc z gory, młodzi, uczciwi kapłani nic tu nie wskórają.

  5. Piotr

    To smutne, o czym tu przeczytałem. Kapłaństwo jest przede wszystkim powołaniem. Co by się nie działo, jako kapłan oddaję się na posługę Chrystusowi i modlę się o napełnienie Duchem Świętym. Tutaj tego nie zauważyłem a bardziej biznesowe podejście do posługi kapłańskiej. Jestem przekonany, że nie wszędzie tak jest. Nie chodzi tylko o księży o różnych sklonnosciach chorych moralnie ale o samą postawę wobec siebie samego i wobec świata i wobec Boga. Najskuteczniej jest zmieniać samego siebie i tym być wzorcem dla innych, którzy zobaczą że jednak można i że warto to robić. Pokora i poważne traktowanie Boga a reszta się ułoży. Aby to jaśniej przedstawić, to na przykładzie futbolu: Bóg nie oczekuje od nikogo strzelania goli i wysokich wygranych ale pięknej gry. To On jest od strzelania goli. To jest zupełnie inna optyka, o czym być może niektórzy albo nie pamiętają lub wręcz nie wiedzą. Patrząc na innych, na trybuny, poklaski i komentarze, łatwo jest się zakiwać i stracić piłkę. I właśnie o uzdrowienie niektórych zawodników naszej reprezentacji możemy i powinniśmy się modlić. Jeżeli ktoś chce żyć w świecie i nie potrafi się od świata uwolnić, to w tym jest problem i należy go najpierw poszukać w sobie. Artykuł wielce niestosowny.

  6. Wojtek

    Uważam, że przez wiele lat księża w Polsce mieli po prostu za dobrze i nie musieli się starać. Ludzie przychodzili do kościoła i jakoś to się kręciło. Ja polecalbym każdemu młodemu księdzu zanim się zacznie narzekać popracować w jakimś kraju misyjnym (np. tak jak u nas w Anglii, ale nie w polskich parafiach, tylko w terenie, w parafiach angielskich). Gdzie nic nie przychodzi za darmo i gdzie o każdego wiernego trzeba się starać, może nawet walczyć . Gdzie ma sie 5, moze 10 chrrztow, ze 2-3 sluby i kilka pogrzebow NA ROK. Za to ci, którzy te parafie tworzą, są oddani całym sercem i tworzą piękne żywe wspólnoty. W takich warunkach docenia się, że mimo zmian w ludziach, Kościół w Polsce i tak ma szczęście.

  7. Realista

    Młody człowieku! Dziwisz się, że ludzie patrzą źle na Ciebie i Twoich braci. A z drugiej strony piszesz o bagnie. Problemem nie jest to, że jakiś ksiądz ma brudne ręce, ale to, że kler od biskupów po zwykłych księży codziennie „strzela sobie w stopę” swoimi głupimi zachowaniami i wypowiedziami.
    Poza tym, mówisz, że podczas spotkań kapłańskich często narzekacie na tych, którzy postępują źle. Niestety, bardzo często w rozmowach ze świeckimi bronicie ich w imię jedności i świętości kapłańskiej. Tym samym utożsamiacie się z bagnem.
    Od dawna mówi się, że piuska jest gaśnicą Ducha Świętego. Biskupi są oderwani od rzeczywistości (i otoczeni pochlebcami, którzy im ciągle przytakują), o czym świadczą ostatnie wypowiedzi Jędraszewskiego i Gądeckiego.
    Najgorsze jest to, że księża krytyczni wobec biskupa uważani są przez niego za dziwaków i ignorowani, a wikariusze wysyłani nie na wioskę, bo to wcale nie jest kara, ale do takiego proboszcza, który potrafi złamać psychikę (na pewno wiesz, o czym mówię).
    Dlaczego niewiele się zmieni? Bo biskupi jako swoich następców i współpracowników wybierają swoich pochlebców, a ci myślący zostaną złamani, z biegiem czasu przyzwyczają się do bagna i przejmą mentalność starszych kapłanów lub ewentualnie pozostaną na „peryferiach” diecezji.

  8. AOlsztynski

    Niewątpliwie Kościół w Polsce (ale nie tylko) przeżywa ogromny kryzys. Widać to po pustych kościołach (poza świętami), braku młodzieży… Na pewno nie jest to czas do budowy coraz to nowych świątyń. Już słyszałem powiedzenie „do komunii (ew. bierzmowania) i pa pa”. Sprawa pedofilii choć boląca nie jest zapewne aż tak istotna jak by się wydawało.
    Na ten kryzys składa się całe mnóstwo powodów. Nie wińmy tylko cywilizacji i nowoczesności, bo na to akurat wielkiego wpływu nie mamy.
    Chociażby religia w szkole (czemu byłem od początku przeciwny). Religia traktowana jak zwykły przedmiot (wykuć i zapomnieć) a lekcje prowadzone przez katechetów w większości nie obdarzonych żadną charyzmą. Z dziećmi i młodzieżą należy przede wszystkim rozmawiać, podejmować dyskusję, odpowiadać na zadawane pytania i ich wątpliwości. Wiem, to trudne. Niestety na skróty nie da się przekazać wiary. Inaczej naukę Chrystusa młody człowiek postawi w jednym szeregu z antyczną mitologią lub współczesną fantastyką…
    Po drugie, dzisiaj moralizować można wyłącznie własnym przykładem. Kapłan powinien być przede wszystkim przewodnikiem duchowym (na co nadal jest zapotrzebowanie) a nie urzędnikiem-kancelistą, brygadzistą czy poborcą podatkowym.
    Rozumiem, że w państwie, gdzie większość (jeszcze) deklaruje się jako katolicy nie razi pokazywanie się polityków podczas uroczystości kościelnych czy zapraszanie biskupów na obchody rocznic państwowych. Ale już wielu ludzie razi – przynajmniej w miastach – gdy każdy nowy budynek, odsłonięcie pamiątkowej tablicy lub nowy radiowóz musi być poświęcony przez księdza. Polacy nie stanowią tu wyjątku – pragną rozdziału tronu i ołtarza.
    Dzisiaj świat znacznie przyspieszył, czy chcemy tego czy nie. Kapłani odprawiający nabożeństwo powinna to uwzględniać. W niektórych kościołach już tak się dzieje. Msza św. trwa 40 minut, a samo słowo (kazanie) 5 min., co powinno być wystarczające, żeby przekazać główną myśl. Jak dla mnie zbyt dużo jest gadania i stania (kiedyś się klęczało), a mało śpiewu i… medytacyjnej ciszy.
    Myślę też, że moglibyśmy brać przykład z innych kościołów. Na przykład w kościele anglikańskim przy wyjściu ze świątyni duchowny wiernym podaje rękę i zaprasza na herbatę z ciastkami. Można wtedy poczuć się bardziej członkiem wspólnoty.
    Wreszcie marzy mi się, aby Kościół bardziej się otworzył na potrzeby wiernych. Na przykład widział-bym udostępnienie budynków należących do diecezji czy klasztorów na wczasy rodzinne, a nawet dla osób samotnych, które chciałyby w spokoju zrelaksować się w weekend. Oczywiście obowiązywałby tu odpowiedni regulamin, który by to umożliwiał. Udostępnienie obiektów, nieraz pięknie położonych (oczywiście nie wszystkich i nie przez cały rok), byłby gestem dobrej woli w stosunku do wiernych, którzy w odróżnieniu od Kościoła po transformacji ustrojowej żadnych majętności nie odzyskali, bo ich po prostu nie mieli.
    Wiem, taką działalność już podjęło kilka zgromadzeń. Ale… Chodzi mi by z takiego pobytu skorzystało wielu rodakom (może to stanowić prawdziwą konkurencję dla komercyjnych wyjazdów turystycznych), a więc cena pobytu nie mogłaby być zaporowa. Cena pobytu z niewielkim zyskiem niech pokrywa koszty utrzymania. Skoro dzisiaj przeciętnie osobo-doba na kwaterze zaczyna się od 40 zł, niech w przybytku kościelnym wynosi 20 zł (a nie 100!). Nie byłaby to działalność komercyjna, bardziej charytatywna. Może Kościół powinien tu współdziałać z państwem i dla pewnych grup – np. rodzin wielodzietnych – pobyt byłby dotowany. Widzi mi się czas spędzany w ciszy, spokoju, na łonie przyrody. Nic bardziej nie sprzyja ewangelizowaniu i spotkaniu z Bogiem!

  9. Robert Jabłoński

    Czasy są takie, że stajemy się samolubni, pyszni, chciwi i nieczyści. To wszystko powoduje niepokój i lęk w sercu. A wystarczyłoby w życiu stosować zasadę Pareto. Może wtedy mniej zgonów chociaż by się zdarzało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *