Mój Kościół jest inny?

Już ostygły wszystkie niepotrzebne emocje. Takie mam wrażenie. Kilka milionów ludzi wróciło z kin i wyrobiło sobie zdanie o Kościele (a może raczej kościele). Dodano pikanterii różnymi newsami o niemoralnych księżach, o wyrokach sądu i wielkich odszkodowaniach. Kto chciał, ten utwierdził się w swoim przekonaniu. Jego święte prawo. Ja tylko dziękuje Bogu, że taki Kościół jest mi obcy.

Bo może mam szczęście do ludzi, a może po prostu widzę to, co chcę widzieć. Nie wnikam. Grunt, że mój Kościół jest inny.
Kiedy większość moich znajomych dzwoniło do mnie by „na żywo” zrelacjonować mi swoje własne emocje związane z głośnym filmem, wybitnego skądinąd reżysera, ja szykowałem się do kolejnego dużego wydarzenia ewangelizacyjnego na rzecz młodzieży.
Kiedy na najpopularniejszych portalach społecznościowych pojawiły się informacje o milionowym odszkodowaniu dla ofiary pedofilii, ja z dziećmi w szkole wspominałem postać św. Jana Pawła II i zachwycałem się jego dokonaniami.
Kiedy całe otoczenie patrzyło na mnie z byka, bo dorobiło sobie wiele teorii do mojej osoby w związku ze wspomnianym filmem ja wsiadałem do autokaru by z setką młodych ludzi udać się na Jasną Górę i pomodlić za Synod Biskupów, by Ci, którzy mogą coś postanowić, uczynili to jak najbardziej po Bożemu.
Kiedy cały świat krzyczy, że Kościół to złoo („wiedz, że coś się dzieje”) ja po prostu staram się w tym Kościele szukać miejsca dla siebie i nie przeszkadzać znajdować go innym.
I nie piszę tego, dlatego, żeby sobie i wszystkim wkoło udowodnić swoją „zajebistość”. Nie piszę tego by kogokolwiek usprawiedliwiać, bo zawsze wychodziłem z założenia, że winnych trzeba ukarać. Piszę by nie szufladkować.
Bo obok Kościoła z filmowego ekranu jest też i taki, który widzę wkoło siebie:
– pełen rozmodlonych dzieci, które z wielkim entuzjazmem przesuwają kolejne paciorki różańca i modlą się za swojego chorego proboszcza, bo jest on dla nich ważny, po ludzku.
– pełen młodych, którzy nie tylko chętnie gromadzą się w salkach domu katolickiego by po prostu wspólnie się pomodlić, pobyć ze sobą, ale także by spotkać się z księdzem, który troszkę starszy czasami nawet doradzi
– pełen rozmodlonych „niedzielnych – praktykujących”, chętnie komentujących homilie i wytykających błędy, ale nie by dopiec, raczej by autentycznie doradzić
– ludzi, którzy z uśmiechem odpowiadają na „Szczęść Boże” mijając mnie na ulicy…

I nie chce nikogo usprawiedliwiać, podkreślę ponownie. I nie mówię, że tak jest wszędzie. Nie wiem jak do końca być powinno. Ale mój Kościół wydaje mi się inny niż z pierwszych stron gazet i portali. I wolę taki mój Kościół. W nim odnajduje Chrystusa. I za to ten Kościół kocham!

One Comment

  1. Marcelina

    …dziekuje bardzo ,ze ksiadz pisze ,przypadkowo znalazlam ,ale mama nadzieje ze pozostane na blogu ..zycze duzo sily ..na dalsze lata pracy duszpasterskiej …jeszcze wiele, wiele trudnosci ,ale piekne chwile i radosc tez bedzie …..roznie z tym u mnie bywa ,raz lepeij raz gorzej..nie ma systematycznosci ,ale staram sie modlic za Ksiezy 🙂 🙂 …….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *