Cierpieć w wierze…

„Skoro Bóg jest taki miłosierny to dlaczego pozwala nam cierpieć?” albo „Za jakie grzechy Panie Boże, skąd to cierpienie?” – odwieczne dylematy świata. Jak świat stary ludzie stawiali i chyba stawiać będą takie pytania. Cierpienie jest czasem wielkiej próby wiary. Cierpienie należy nauczyć się przyjmować!

Chcę zaznaczyć, że nie jest tak iż o cierpieniu pisze człowiek, który nie wie co to znaczy faktycznie cierpieć. Sam w życiu wiele przeszedłem, ale najważniejsze w tym względzie jest moje, ciągle zdobywane, doświadczenie z pracy z osobami prawdziwie cierpiącymi – niepełnosprawnymi, którzy każdego dnia uczą mnie jak przyjmować cierpienie właśnie. To wielka lekcja życia! Życie osoby niepełnosprawnej, często bardzo ograniczonej ruchowo, nie należy do łatwych. Za to bardzo łatwo jest sobie to wyobrazić. I czasami wystarczy jeden gest współczucia, jedno spojrzenie by wesprzeć, by okazać serce… Nie jest to jednak rozmyślanie o trudnych sytuacjach życiowych moich niepełnosprawnych przyjaciół. Nie jest to też post o tym, że ja jestem sprawny i mam za co dziękować Bogu.

Cierpienie uszlachetnia, cierpienie oczyszcza, cierpienie wzmacnia wiarę. Jednak tylko wtedy, kiedy jest odpowiednio pojmowane! I może dla kogoś jest to kwestia oczywista, ale moim zdaniem konieczne jest mówienie o tym. Konieczne jest nieustanne ukazywanie, że cierpienie przyjęte z Jezusem Chrystusem jest sensowne. Tylko wówczas znikają pytania, postawione przeze mnie na wstępie. Tylko wówczas można sobie na nie udzielić odpowiedzi. Dla jasności trzeba podkreślić, że cierpienie przyjmowane z wiarą nie znika. Wiara bowiem nie jest magiczną różczką, która sprawia, że cierpienie znika (pomijając zdarzające się cuda, ale nie o tym mowa). Wiara jednak pozwala to cierpienie zrozumieć. O tym samym w swojej pierwszej encyklice pisze Ojciec Święty Franciszek. Czytamy w niej: „Chrześcijanin wie, że nie da się wyeliminować cierpienia, ale może ono nabrać sensu, stać się aktem miłości, powierzeniem się w ręce Boga, który nas nie opuszcza, i tym samym być etapem wzrostu wiary i miłości” (Lumen Fidei, 56). I chcę podkreślić, że nie są tu puste słowa. I piszę to jako świadek. Bo w kontakcie z osobami niepełnosprawnymi doświadczam, że wiara nadaje sens ich cierpieniu, doświadczam, że przeżywanie bólu z Chrystusem jest jakby łatwiejsze, że modlitwa na prawdę dodaje skrzydeł i pozwala jakoś to wszystko zrozumieć. Jak dokładnie? Nie wiem. To kolejna, z odkrywanych przeze mnie misterium fidei. Swoją drogą bardzo piękna. Cierpieć w wierze to cierpieć w piękny sposób…

… w sposób, budujacy drugiego człowieka. Często tego najzdrowszego. Wiele razy jest tak, że sam nie pojmuję dlaczego ci, których znam i którzy często są pięknymi i dobrymi ludźmi, tak cierpią. To pytanie pojawia się zawsze, gdy widzę grymas na twarzy, gdy widzę ich samotność wśród tłumu, gdy widzę niezrozumienie ich życia ze strony świata… Pojawia się i wcale nie jest tak, że wiara daje odpowiedź. Nie daje i nigdy nie da. „Wiara nie jest światłem rozpraszającym wszystkie nasze ciemności, ale lampą, która w nocy prowadzi nasze kroki, a to wystarczy, by iść” (Lumen Fidei, 57). Wiem jednak, że bez spojrzenia na krzyż Chrystusa nie potrafiłbym tego zrozumieć wcale i nie umiałbym do cierpiącego się zbliżyć. Bo cierpieć z wiarą, cierpieć w wierze to być herosem wiary. Można żyć pretensjami, można żyć z wiecznym pytaniem: dlaczego? To jeden ze sposobów. Tylko na ile sensowny i na ile wartościowy?

On cierpiał, za mnie i za Ciebie! Wiesz? Wiem, że wiesz. To oczywiste. On cierpiał, a skoro On to i ja mogę cierpieć. Człowiek jest zdolny do cierpienia, co wcale nie jest zachętą do tego by cierpieć. Jeśli jednak coś się zdarzy… diganoza, wypadek, ból… Pytanie brzmi czy będę umiał swoje cierpienie usensownić i czy wtedy spojrzę na krzyż Chrystusa. Na całe szczęście ja znam takich, którzy potrafili to uczynić. Za to im dziękuję, wyrażając nadzieję, że w chwili, gdy to ja znalazłbym się w ich sytuacji, będę potrafił z tej lekcji wyciągnąć odpowiednie wnioski.

3 komentarze

  1. OMI

    Dzięki za ten post.

    Całkowicie się z tobą zgadzam. Cierpienie ze swej natury nie jest niczym dobrym. Wiara jednak daje nowe oczy. Bóg dopuszcza czasem zło, by z niego wyprowadzić większe dobro. Zawsze kiedy poruszany jest temat cierpienia, jego sensu i rozumienia moje myśli idą w stronę Hioba, który powiedział: „Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Pan dał i Pan zabrał. Stało się tak jak się Panu podobało. Niech imię Pańskie będzie błogosławione! Dobro przyjęliśmy z ręki Boga, czemu zła przyjąć nie możemy?” (Hi 1,21; 2,10b) Mówiąc o tym, że Bóg dopuszcza zło, aby wyprowadzić z niego dobro nasuwa mi się kolejna myśl związana ze starym porzekadłem „Jak trwoga to do Boga”. Coś w tym jest. Bóg, który jest dawcą wszelkiego dobra pozwala człowiekowi obcować ze złem tego świata, aby gdy ten w obliczu „trwogi” zwrócił się w Jego stronę. Są przypadki, że w tym trudnym czasie człowiek powraca do modlitwy, idzie do spowiedzi, czasami po kilkuletniej przerwie.
    Cierpienie może być czymś więcej. Może stać się narzędziem. Jak? Pragnę odwołać się do przykładu wielu świętych, którzy za łaskę poczytywali sobie cierpienie np: o.Pio, św.Faustyna, bł.Jan Paweł II…, żadna modlitwa nie zdziała tyle co ofiarowane Bogu cierpienie. Najlepszym przykładem jest sam Chrystus, który wziął na siebie całe zło świata i poprzez cierpienie wyprowadził z niego największe dobro – zmartwychwstanie.

    Jeszcze raz dzięki, oby więcej taki postów.

  2. m

    Cierpienie w wierze inaczej…Moim zdaniem całe nasze cierpienie tu na Ziemi, w życiu codziennym jest konsekwencją grzechu własnego czy też innych. Nikt tak nie potrafi ranić słowem i czynem jak człowiek. W całym tym cierpieniu mam ufność i nadzieje bo jakim wielkim bogactwem jest Miłosierdzie Boże i jakim Jezus Chrystus jest wspaniałym lekarzem…

  3. K.

    Nie czepiam się ale… różdżką* 😉

    Bardzo sensownie ubrałeś to w słowa. To trafia, nawet do kogoś słabej wiary. Myślę, że kiedy cierpimy, to jest to prośba Jezusa żeby pomóc mu nieść Jego krzyż, w pewnym sensie. Pozdrawiam:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *